Skopiuj CSS
RSS
sobota, 27 listopada 2010
Co z tą Palmą? Dzika Warszawka, mhrok i rzyganie.

Główne pytanie brzmi : Po cholerę tu jeszcze wchodzicie?

Od dwóch miesięcy nie było notki, a blog codziennie odwiedza po trzydzieści osób. Gdybym była facetem, napisałabym, drogie panie - nie rozkładajcie nóg, bo wcale nie wracam.
Ale że z mężczyznami mam tyle wspólnego co pięść z nosem, raz na jakiś czas będę sobie tu wracać, bez pożegań i bez powitań. A przede wszystkim, bez obietnic.

Ostatniego weekendu byłam w Stolycy. Ja, wieśniak ze słomą w butach i co drugie słowo walący neologizmami. Ja po prostu lubię tworzyć.
Największym szokiem była dla mnie palma. Człowiek jedzie sobie jakgdyby nigdy nic na cheeseburgera do McDonalda na Świętokrzyskiej i ani się zorientuje a wysiada na jakimś zadupiu z palmą na środku. Już nie powiem, że byłam głodna i wkurwiona. Ale to drzewko przepełniło czarę goryczy. Miotałam się raz w lewo, raz w prawo. Wprawdzie GPS najlepszym przyjacielem człowieka jest, ale mnie zawsze pies uszczęśliwiał, więc nie inwestowałam w to chińskie badziewie. Po jednej stronie Bank, o ile sobie przypominam, jakieś muzeum (?), po drugiej niewiadomoco. Ale zorientowałam się w rozkładzie jazdy i przedreptałam na drugą stronę ulicy.

Światła, to jakiś koszmar. Jeszcze się człowiek dobrze nie rozpędzi, a trafia na tego czerwonego chłopka. No dobra, ale nawet gdyby to przeboleć, to długość trwania zielonego jest nieadekwatna do długości trwania czerwonego. Żeby nie utknąć na środku przejścia należy zainstalować motorek w dupce. Innej drogi nie ma. Dodam nieskromnie, że nawet Korzeniowski mógłby mi zazdrościć. Z tego co wiem, dopingu brać nie może, więc motorek odpada w jego przypadku.

W jednej z poprzednich notek, poruszyłam problem smrodu w autobusach. Z przykrością stwierdzam, że mój apel nie zadziałał. SMS o treści POMAGAM, mile widziany, żeby Mikołaj wiedział komu w tym roku przynieść prezenty, a do czyjej skarpety włożyć kradzione z hoteli mydła. (Pozdro dla Marriottu)

Ta nota była pisana na kacu, nie mogę sobie przypomnieć, czy ten facet w łóżku jest ojcem moich dzieci i pół nocy klęczałam nad kiblem śpiewając mu kołysanki. Kiblowi, nie facetowi. Nie mam do powiedzenia nic bardziej mądrego, od tego co jest. Amen. Idę rzygać.

Tagi: a jak seks
09:05, maddy.chestea
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 września 2010
lekcja organizacyjna, bo kocham was bluzgać.

Wrótliście, własnym oczom nie wierzę! Moi stali komentatorzy przypałętali się z powrotem! Tęskniłam za Wami!
A tak na poważnie, gdzieście byli, jak was nie było? Jaką ja mam cholera motywację do pisania? Niech Bóg was pokaże w dzieciach.

 

Pewnie chcecie wiedzieć, co robiłam przez ten okrąglutki miesiąc, w którym rzekomo się obijałam. Ha! Zaskoczę was, założyłam jeszcze jednego bloga, którego codziennie aktualizuję, ale niestety, nie dla psa kiełbasa - melancholia leje się z niego na podłogę, a wam i tak nie chciałoby się czytać tych smętów.

Mam kilka pomysłów, doskwiera mi tylko chroniczny brak czasu. W przeciwieństwie do was mówiąc : "Idę pograć", mam na myśli idę zagrać w kosza, w nogę, umówić się z przyjaciółmi. Wy co najwyżej chwalicie się swoimi levelami na czymś Tibiopodobnym.

To tak gwoli przypomnienia, że wy i ja to dwie różne planety. Wasza jest oczywiście gorsza. Nieporównywalnie gorsza. Dobra, dowartościowałam się, to teraz kwestie organizacyjne.

W tym miesiącu planuję jeszcze jedną, no, góra dwie 'normalne' noty. W październiku życie towarzyskie rozbuja mi się jeszcze bardziej, ale obiecuję, że na pięć not (tak, w końcu zaczęłam mierzyć siłę na zamiary!) powinnam się wyrobić, co daje jeden wpis tygodniowo.

Nie obchodzi mnie, czy wam się to podoba, jak już mówiłam, mam to w dupie (to powinien być motyw przewodni tego bloga!!). Ja tu rządzę i ja ustalam zasady gry. Owszem, mogłam wyciepać tą stronę w pizdu, ale jakiś sentyment czuję do wielkiej afery z wykopem (z którego wciąż mam wejścia), a i przywiązałam się do was w jakiś sposób, co wcale nie znaczy, panowie, że zacznę akceptować wasze szczanie do umywalek ( tak tak, to temat na kolejną notę).
Mam czyste sumienie, że w końcu nie będziecie mi truć dupy, że nic nie piszę. Tymczasem biorę się za ósmy litr coli.

Niech niemoc będzie z Wami.

 

PS. Po cholerę ściągacie nagranie z poprzedniej notki? Ujeżdżajcie kucyki bez pomocy mojego głosu.

21:54, maddy.chestea
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 września 2010
bo nie mogę dłużej znieść tego jęczenia, że nic tu nie ma.

 

jak nie działa : http://www.sendspace.pl/file/bd1c4443dd5d008237765b0

 

 

tak brzmi głos człowieka, który nie spał od trzech dni.
macie i nie wkurwiajcie więcej.

 

amen.

Tagi: sam seks seks
12:58, maddy.chestea
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
a gdyby tak zamiast pisania, mówić?

nie zapomniałam o was. problem w tym, że nosi mnie z miejsca na miejsce i nie mam czasu by siąść i napisać coś co ma ręce i nogi.

 

i tutaj pytanie do was, co powiecie, aby przenieść bloga z fory pisanej, na formę mówioną?
chodzi mi o coś w rodzaju audiobloga/podcastu, cokolwiek w ten desień. notki mogłyby pojawiać się o wiele częściej, o wiele szybciej się nagrywa, niż pisze.

 

wstawiam sondę na bloga, głosować. za tydzień jeżeli wypali i ten pomysł spotka się z waszą aprobatą ruszam z nagraniami.

 

 

 

 

14:03, maddy.chestea
Link Komentarze (6) »
czwartek, 29 lipca 2010
basenowe pizdy.

Miałam pisać wczoraj - nie napisałam ale manifestacji ani parad z tej okazji nie organizowaliście. I dobrze.

Basen to jedyne takie miejsce gdzie toleruję u mężczyzn klapki. W każdym innym wypadku mamy do czynienia z gejem, maminsynkiem i idiotą. Zresztą, ta prawda jest znana od wieków i nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić.
W każdym razie, drodzy panowie każda porządna kobieta nie zainteresuje się facetem w klapkach. Chyba że jest po przejściach albo ma zaburzenia psychiczne - a przecież takich kobiet, to nawet wy nie chcecie.

Już od progu uderzył mnie zapach chloru. Nie szczędzili sobie. Zapewne dostali cynk że sanepid już w drodze i zdezynfekowali wszystko co stoi i nie ucieka na drzewo. Łącznie z klientami. Kolejne co mi mignęło przed oczami to obwiśnięte cycki paradujące sobie jak gdyby nigdy nic i radośnie klaszczące o brzuch.
Kolacja podniosła mi się do przełyku.

Podeszłam do lustra próbując założyć na głowe czepek próbując w międzyczasie zachować jako taką równowagę na mokrej posadzce a przy okazji uniknąć tratowania przez ławicę wielorybów.
Jak można w takich warunkach pracować?
Zirytowana zdjęłam lustro ze ściany i zamelinowałam się w kiblu, żeby dokończyć dzieła.

Fokarium bym tego nie nazwała, ale kolonia waleni pasuje idealnie. Można było tam znaleźć małe waleniątka w zaparowanych okularach, a także duże mamy-walenie, obowiązkowo w ciemnym stoju jednoczęściowym. Czy naprawde myślą że krojem zatuszują wałki? Takie nie pływały, takie siedziały w dżakuzi i liczyły że bąbelki odparują kilogramy.
Po-wo-dze-nia.

Byli też ratownicy, ponadgatunek. Ci jak na złość spacerowali do okoła basenu w pełnym stroju, nie wystawiając na światło dzienne ani jednego łoniaka. Co gorsze, chodzili szybciej niż ja pływałam, choć to powinno raczej zostać gorzkim przemilczeniem.

Czarę przepełniło jedne z waleniątek krzyczące nagle :
- Mamo, Tomek sika!

Ludzie salwowali się ucieczką, niektórych fala wyrzucała na brzeg, inni rzucali się w stronę drabinek. Któryś z nieszczęśników opił się wodą. Smacznego.

**************

Dopiero w mieszkaniu zauważyłam, że czegoś tu brakuje. Moje biedne, niebieskie klapki zniknęły.
Tyle wspólnie spędzonych chwil, pierwszy pocałunek, pierwsza ulewa, pierwsze szorowanko, pierwsze wdepnięcie w gówno.
Nie mogłam tak tego zostawić. Nie mogłam.
Dziś tam wracam i odzyskam uprowadzonych. Miszyn Klapkęs rozpoczęta.

11:39, maddy.chestea
Link Komentarze (4) »
środa, 28 lipca 2010
wrótłam i zostanę, czopki.

Pierdoleta sugerująca mi brak weny zostaje po lekcjach. Ja wam dam. Rozpuściliśta się jak dziadowski bicz i będzie was trzeba smagnąć porem po pośladach.

Urlop zakończony pozytywnie. Pojawiło się kilka nowych pomysłów, może i nawet poradników, w każdym razie zostaję na dłużej. Ku uciesze plebsu.

 

 

ps. Jeśli to miało mnie sprowokować - gratulacje, misja zakończona powodzeniem. dziś w nocy nota właściwa.

18:12, maddy.chestea
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 czerwca 2010
wą - część II.

jasne że o was nie zapomniałam, mośki. jutro wyciągnę was z dupy. ciao.

Tagi: seks
23:13, maddy.chestea
Link Komentarze (8) »
sobota, 26 czerwca 2010
won stąd.

dziś nie będzie niczego, bo Maddy ma was w dupie.

 

20:39, maddy.chestea
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 czerwca 2010
Pasztet na koturnach.

Dziś skupiłam się na paniach, ale niech faceci nie cieszą mordy. Jutro wasza męskość zwiśnie w znak zapytania.

Stuk, stuk, stuk...
Przyznaję, na początku nawet mnie to bawiło. To jak wybieranie czerwonych m&msów z ogromnego opakowania.
Zaczęło się od oczojebnych, żółtych klapek na obcasie i modyfikowanej genetycznie łydki. Pierwszy raz widziałam w tych miejscach taką warstwę tłuszczu.
Miałam ochotę podnieść transparent : 'ocalić walenie', w końcu jedna noga starczyłaby na dzienne zapotrzebowanie lipidów całkiem sporej wioski w Afryce.

stuk, stuk, stuk...
Moim oczom ukazują się pijane pięty całujące chodnik raz z lewej, raz z prawej strony. Właścicielka laczków doczłapała do ławki i zasapana klapła tuż obok.
Wyciągnęła przed siebie stopę i przekrzywiała głowę kręcąc nią w każdym możliwym kierunku.
- Za małe? - zagaiłam nieznajomą ze współczującym uśmiechem.
Nie raczyła odpowiedzieć. Prychnęła skwaszoną mordą i kaczym krokiem oddaliła się tak szybko, na ile pozwalały jej niewyżyte pięty.
Pasztet nigdy nie będzie szynką - pomyślałam wzruszając ramionami.

stuk, stuk, stuk...

Minęły mnie srebrne szpilki z fantazyjnie oplecionym wokół kostki paseczkiem. Nawet teraz na wspomnienie tej stopy robi mi się słabo. O właścicielce nie wspominając. Palce przybijały piątkę z ziemią, cała piątka radośnie przytulonych do siebie gejów. Nie przypominam sobie, żebym widziała choć skrawek paznokcia. Biała mini ściągnięta bodajże z młodszej siostry i czarna bluzka na ramiączkach eksponowały podskakujące wałeczki.
Zastanawiałam się, kiedy cycki uderzą ją w czoło.

Dlaczego do cholery grubasy nie potrafią odpowiednio się ubrać? Dlaczego odsłaniają tłuste, trzęsące się przy każdym ruchu kopyta, bandzioł, którym mogłyby robić konkurencje panu Boczkowi z Kiepskich i cycki pogodzone z działaniem grawitacji?
Dlaczego myślą że ubierając możliwie najbardziej opinający top i spodnie trzymajce się na dupie tylko siłą modlitwy, wyglądają seksownie?


co myślisz patrząc na to zdjęcie i dlaczego chce ci się rzygać?

pasztet

Tylko dziś naliczyłam dwanaście podobnie ubranych/wyglądających panienek. Poranny spacer zakończył się dla mnie tragicznie. Znaleziono mnie na ławce w chińskiej dzielnicy kiwającą się w przód i w tył.

Mówię stanowcze NIE półnagim pasztetom paradującym po państwowych chodnikach, które pociągają jedynie feedersów i niewidomych.
Nie dość, że wgniatają bruk ( tak, tak moi panowie - stąd się wzięły tzw. szkody górnicze. ), to psują estetykę naszych miast i wsi!

Przestań żreć, grubasie. Odstaw kolę i zachomikowane pod dywanem czipsy. Nie pomoże ci zmiana fryzury (na dole również przyp. aut.), ani nawet zwiewne sukienki. Czas zaprzyjaźnić się z bieganiem, najlepiej gdzieś na łąkach, polach, odludzich i zadupiach (widok spoconego brachiozaura z porami jak wiadra nie należy do najprzyjemniejszych.)
Nie przekonuje mnie tłumaczenie : 'Nie muszę nikomu płacić za rozruch traktora, który miałby mnie rano wywlec z łóżka' - jeszcze nie. JESZCZE.

szpilki, obcasy, kozaczki zostawmy zgrabnym dupom, pasztety niech zadowoli cała reszta.

 

ps. podczas pisania tego tekstu rzygałam dwa razy.

czwartek, 24 czerwca 2010
Jak przegrać żeby nie przegrać

Sytuacja jest następująca. Zaprasza cię do stołu jakiś pasztet, następnie wypytuje skąd jesteś, ile masz lat, numer buta, fiuta i rozmiar stanika.
Takim idiotkom zazwyczaj podaję zmyślony wiek, a ten oto tu pasztet wziął to sobie do serca.
Jak widać na załączonym obrazku, dałam popis inteligencji, zaczynając od słowa 'giń' i cóż - wyprorokowałam.

 

literaczki

 


Przegrywasz, a nie nie chcesz przegrać? Łaskawie ustąp przeciwnikowi. Po polskiemu : spierdol ze stołu.
Swoją drogą, jak bardzo trzeba mieć nasrane we łbie, żeby przyznać że pokonał cię smark z podstawówki.
Krzyżyk na drogę, pasztecie.

 

 

 
1 , 2