|
|
sobota, 27 listopada 2010
Co z tą Palmą? Dzika Warszawka, mhrok i rzyganie.
Główne pytanie brzmi : Po cholerę tu jeszcze wchodzicie? Od dwóch miesięcy nie było notki, a blog codziennie odwiedza po trzydzieści osób. Gdybym była facetem, napisałabym, drogie panie - nie rozkładajcie nóg, bo wcale nie wracam. Ostatniego weekendu byłam w Stolycy. Ja, wieśniak ze słomą w butach i co drugie słowo walący neologizmami. Ja po prostu lubię tworzyć. Światła, to jakiś koszmar. Jeszcze się człowiek dobrze nie rozpędzi, a trafia na tego czerwonego chłopka. No dobra, ale nawet gdyby to przeboleć, to długość trwania zielonego jest nieadekwatna do długości trwania czerwonego. Żeby nie utknąć na środku przejścia należy zainstalować motorek w dupce. Innej drogi nie ma. Dodam nieskromnie, że nawet Korzeniowski mógłby mi zazdrościć. Z tego co wiem, dopingu brać nie może, więc motorek odpada w jego przypadku. W jednej z poprzednich notek, poruszyłam problem smrodu w autobusach. Z przykrością stwierdzam, że mój apel nie zadziałał. SMS o treści POMAGAM, mile widziany, żeby Mikołaj wiedział komu w tym roku przynieść prezenty, a do czyjej skarpety włożyć kradzione z hoteli mydła. (Pozdro dla Marriottu) Ta nota była pisana na kacu, nie mogę sobie przypomnieć, czy ten facet w łóżku jest ojcem moich dzieci i pół nocy klęczałam nad kiblem śpiewając mu kołysanki. Kiblowi, nie facetowi. Nie mam do powiedzenia nic bardziej mądrego, od tego co jest. Amen. Idę rzygać.
wtorek, 21 września 2010
lekcja organizacyjna, bo kocham was bluzgać.
Wrótliście, własnym oczom nie wierzę! Moi stali komentatorzy przypałętali się z powrotem! Tęskniłam za Wami!
Pewnie chcecie wiedzieć, co robiłam przez ten okrąglutki miesiąc, w którym rzekomo się obijałam. Ha! Zaskoczę was, założyłam jeszcze jednego bloga, którego codziennie aktualizuję, ale niestety, nie dla psa kiełbasa - melancholia leje się z niego na podłogę, a wam i tak nie chciałoby się czytać tych smętów. Mam kilka pomysłów, doskwiera mi tylko chroniczny brak czasu. W przeciwieństwie do was mówiąc : "Idę pograć", mam na myśli idę zagrać w kosza, w nogę, umówić się z przyjaciółmi. Wy co najwyżej chwalicie się swoimi levelami na czymś Tibiopodobnym. To tak gwoli przypomnienia, że wy i ja to dwie różne planety. Wasza jest oczywiście gorsza. Nieporównywalnie gorsza. Dobra, dowartościowałam się, to teraz kwestie organizacyjne. W tym miesiącu planuję jeszcze jedną, no, góra dwie 'normalne' noty. W październiku życie towarzyskie rozbuja mi się jeszcze bardziej, ale obiecuję, że na pięć not (tak, w końcu zaczęłam mierzyć siłę na zamiary!) powinnam się wyrobić, co daje jeden wpis tygodniowo. Nie obchodzi mnie, czy wam się to podoba, jak już mówiłam, mam to w dupie (to powinien być motyw przewodni tego bloga!!). Ja tu rządzę i ja ustalam zasady gry. Owszem, mogłam wyciepać tą stronę w pizdu, ale jakiś sentyment czuję do wielkiej afery z wykopem (z którego wciąż mam wejścia), a i przywiązałam się do was w jakiś sposób, co wcale nie znaczy, panowie, że zacznę akceptować wasze szczanie do umywalek ( tak tak, to temat na kolejną notę). Niech niemoc będzie z Wami.
PS. Po cholerę ściągacie nagranie z poprzedniej notki? Ujeżdżajcie kucyki bez pomocy mojego głosu.
niedziela, 19 września 2010
bo nie mogę dłużej znieść tego jęczenia, że nic tu nie ma.
jak nie działa : http://www.sendspace.pl/file/bd1c4443dd5d008237765b0
tak brzmi głos człowieka, który nie spał od trzech dni.
amen.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
a gdyby tak zamiast pisania, mówić?
nie zapomniałam o was. problem w tym, że nosi mnie z miejsca na miejsce i nie mam czasu by siąść i napisać coś co ma ręce i nogi.
i tutaj pytanie do was, co powiecie, aby przenieść bloga z fory pisanej, na formę mówioną?
wstawiam sondę na bloga, głosować. za tydzień jeżeli wypali i ten pomysł spotka się z waszą aprobatą ruszam z nagraniami.
czwartek, 29 lipca 2010
basenowe pizdy.
Miałam pisać wczoraj - nie napisałam ale manifestacji ani parad z tej okazji nie organizowaliście. I dobrze. Basen to jedyne takie miejsce gdzie toleruję u mężczyzn klapki. W każdym innym wypadku mamy do czynienia z gejem, maminsynkiem i idiotą. Zresztą, ta prawda jest znana od wieków i nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić. Już od progu uderzył mnie zapach chloru. Nie szczędzili sobie. Zapewne dostali cynk że sanepid już w drodze i zdezynfekowali wszystko co stoi i nie ucieka na drzewo. Łącznie z klientami. Kolejne co mi mignęło przed oczami to obwiśnięte cycki paradujące sobie jak gdyby nigdy nic i radośnie klaszczące o brzuch. Podeszłam do lustra próbując założyć na głowe czepek próbując w międzyczasie zachować jako taką równowagę na mokrej posadzce a przy okazji uniknąć tratowania przez ławicę wielorybów. Fokarium bym tego nie nazwała, ale kolonia waleni pasuje idealnie. Można było tam znaleźć małe waleniątka w zaparowanych okularach, a także duże mamy-walenie, obowiązkowo w ciemnym stoju jednoczęściowym. Czy naprawde myślą że krojem zatuszują wałki? Takie nie pływały, takie siedziały w dżakuzi i liczyły że bąbelki odparują kilogramy. Byli też ratownicy, ponadgatunek. Ci jak na złość spacerowali do okoła basenu w pełnym stroju, nie wystawiając na światło dzienne ani jednego łoniaka. Co gorsze, chodzili szybciej niż ja pływałam, choć to powinno raczej zostać gorzkim przemilczeniem. Czarę przepełniło jedne z waleniątek krzyczące nagle : Ludzie salwowali się ucieczką, niektórych fala wyrzucała na brzeg, inni rzucali się w stronę drabinek. Któryś z nieszczęśników opił się wodą. Smacznego. ************** Dopiero w mieszkaniu zauważyłam, że czegoś tu brakuje. Moje biedne, niebieskie klapki zniknęły.
środa, 28 lipca 2010
wrótłam i zostanę, czopki.
Pierdoleta sugerująca mi brak weny zostaje po lekcjach. Ja wam dam. Rozpuściliśta się jak dziadowski bicz i będzie was trzeba smagnąć porem po pośladach. Urlop zakończony pozytywnie. Pojawiło się kilka nowych pomysłów, może i nawet poradników, w każdym razie zostaję na dłużej. Ku uciesze plebsu.
ps. Jeśli to miało mnie sprowokować - gratulacje, misja zakończona powodzeniem. dziś w nocy nota właściwa.
niedziela, 27 czerwca 2010
sobota, 26 czerwca 2010
piątek, 25 czerwca 2010
Pasztet na koturnach.
Dziś skupiłam się na paniach, ale niech faceci nie cieszą mordy. Jutro wasza męskość zwiśnie w znak zapytania.
Tylko dziś naliczyłam dwanaście podobnie ubranych/wyglądających panienek. Poranny spacer zakończył się dla mnie tragicznie. Znaleziono mnie na ławce w chińskiej dzielnicy kiwającą się w przód i w tył.
ps. podczas pisania tego tekstu rzygałam dwa razy.
czwartek, 24 czerwca 2010
Jak przegrać żeby nie przegrać
Sytuacja jest następująca. Zaprasza cię do stołu jakiś pasztet, następnie wypytuje skąd jesteś, ile masz lat, numer buta, fiuta i rozmiar stanika.
|